Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woody Allen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woody Allen. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 marca 2012

Strzały na Broadwayu / Bullets Over Broadway (1994)

[DVD/INNE]

Gdyby ktoś poprosił mnie o polecenie filmu reprezentatywnego dla twórczości Allena, bez zastanowienia wskazałbym „Strzały na Broadway’u”. ten film to jego twórca w pigułce. Mamy tu wszystko, co stanowi wizytówkę jego twórczości: specyficznego bohatera, rozważania autotematyczne (twórca, jego relacje z otoczeniem, jego relacje z kobietami i relacje z samym sobą:D). Do tego cała plejada charakterystycznych postaci i typowy dla tego reżysera humor.
Mając w pamięci chociażby wyśmienite „O północy w Paryżu” oglądając „Strzały na Bradaway’u” rzuca się w oczy pewien brak lekkości, spontaniczności. Film ma dla mnie zbyt gęstą atmosferę, czasem miałem wrażenie, że aktorzy nie mają czym oddychać. Mimo też wielu charakterystycznych postaci, żadna z nich nie została ze mną po seansie. Lubię Wiest, ale za tę rolę Oscara bym jej nie dał. Mimo że tak dużo tu Allena w Allenie, to „Strzały” raczej nie załapałyby się do mojego TOP 5 jego najlepszych filmów.  Co nie zmianie faktu, że jest to film i znakomicie zabawny i ponadprzeciętnie inteligentny. A nawet gdyby taki nie był, to dla samej obsady (np. obrzeżającego Broadbenta) się  trzeba „Strzały” zobaczyć.

Moja ocena: 7/10    

środa, 10 sierpnia 2011

Tajemnica Morderstwa na Manhattanie / Manhattan Murder Mystery (1993)

[DVD/INNE]



Skoro zawodzą nowi bogowie komedii, jedyne co mi pozostało, to sięgnąć po Woody’ego. Po tej marce wiadomo, że nawet jeśli nie będzie bardzo dobrze, to chociaż zabawnie i mądrze. I tak właśnie jest.



„Tajemnica Morderstw na Manhattanie” pokazuje co dzieje się z ludźmi, którzy nie mają własnego życia. Mimo że są całkiem niegłupi i nieźle sytuowani, brakuje im bodźca, aby zrobić ze swoim istnieniem coś ciekawego. Są jak omszałe głazy, które może i chciałyby zmieć otoczenie, ale nie do końca wiedzą jak. Carol i Larry wiodą bezbarwny żywot szukając odskoczni albo we flircie ze znajomym, albo w próbie flirtu ze znaną pisarką. Ale oto na horyzoncie pojawia się supernowa! Umiera dopiero co poznana sąsiadka, a jej zgon pełen jest niejasności. Co zrobi zatem nasze poczciwe małżeństwo? Rzuci się w wir dochodzenia, które obfitować będzie w zabawne wydarzenia.       

Diane Keaton jest świetna w roli kobiety, która doczekała się swego zastrzyku adrenaliny i przeżywa drugą młodość. O dziwo Allena – aktora jest w „Tajemnicy” jakoś mniej niż w innych jego filmach; jego postać czasem sprawia nawet wrażenie drugoplanowej. Kilka tekstów z filmu jest znakomitych, ale humor ustępuje trochę miejsca akcji. Mimo to nie zaliczyłbym „Tajemnicy morderstwa na Manhattanie” do najlepszych dokonań mistrza. Owszem, to obraz przyzwoity, naprawdę dobrze zagrany. Brak mu jednak odrobiny wyrazistości. Humor nie rzuca na kolana, a akcja nie wciąga bez reszty. W przeciwieństwie do (nawet nowszych) wielu innych filmów Allena nie miałem ochoty, aby zanurzać się w opowieść, bo i na dobrą sprawę nie ma w czym. To czyste kino rozrywkowe, w przyzwoitym wydaniu, nawet bardzo przyzwoitym. Nie jest to jednak jeden z tych filmów, które widz zapamiętuje na długo. A Allen ma u mnie wysoko zawieszoną poprzeczkę.  

 Moja ocena: 6+/10   

piątek, 28 stycznia 2011

Co nas kręci, co nas podnieca / Whatever Works (2009)

[DVD/INNE]



To jest to! Nie chce przyłączać się do grupy twierdzącej, jakoby Allen przeżywał swoistą impotencję twórczą, ale jego poprzednimi filmami nie byłem do końca usatysfakcjonowany. Nie pragnę też przyłączać się do osób, które więżąc reżysera w jego własnym stylu każdą próbę odstępstwa uważają za świętokradztwo. Nie da się jednak ukryć, że dzięki powrotowi do NY i czerpaniu ze swoich poprzednich dzieł udało się przyrządzić Allenowi naprawdę smakowite danie.

„Whatever Works” to jeden z tych nielicznych filmów, w których podobało mi się w zasadzie wszystko. Evan Rachel Wood zachwyciła mnie swoją dojrzałością, udowadniając, że między kolejnymi skandalami jest w stanie zabłysnąć (i to nawet przy Patricii Clarkson) – a trzeba przyznać, że rola Melody, wbrew pozorom, wcale nie była taka prosta. „Stary” znajomy - Henry Cavill - po prostu obezwładnia urokiem osobistym i ma zadatki na całkiem dobrego autora (oby tylko szybko ktoś dał mu szansę naprawdę pokazać na co go stać). Natomiast Patricia Clarkson to wisienka na torcie i jeszcze długo na samo wspomnienie Marietty dostawał będę ataku śmiechu.

Allenowski humor to zresztą najmocniejsza strona filmu. Nie pamiętam kiedy ostatnio tyle razy wybuchałem śmiechem i nie mogłem się zdecydować, który tekst z filmu był najśmieszniejszy. Staruszek Woody wciąż jak nikt inny potrafi bardzo bystre i mądre obserwacje na temat świata ubrać w kostium żartu i ironii, używając dowcipu jako nośnika dla naprawdę ważnych przemyśleń. Na plus należy zapisać także to, że chociaż Allen we własnej osobie nie pojawia się w filmie (rolę geniusza-egocentryka obsadzono Larrym Davidem), to jego obecność można wyczuć w prawie każdej scenie.



Jedyny minus filmu jest taki, że po jakichś 80% filmu całość trochę siada. Ja jednak proszę o więcej takich błyskotliwych, mądrych, bezpretensjonalnych i diabelsko zabawnych filmów. Najlepszy film Allena od czasu „Przejrzeć Harry’ego” i jedna z najlepszych amerykańskich komedii ostatnich lat.  

Moja ocena: 9/10