Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Craig. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel Craig. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Dziewczyna z tatuażem / The Girl with the Dragon Tattoo (2011)

[DVD/INNE]


 Jej, Amerykanie to jednak naród prosty w obsłudze. Wystarczy mi dać klimatyczny kryminał, w którym znajdą trochę golizny i odrobinę perwersji, zagadkę dla ubogich intelektualnie, a już pieją z zachwytu. Fincher zamienił się w czołowego gawędziarza Hollywoodu. Jego filmy trąca na dynamice, jednak idealnie pasują na długie, mroźne wieczory, kiedy ma się trochę czasu do stracenia. W przypadku „Dziewczyny z tatuażem” niestety reżyser przedobrzył. Film jest rozwleczony do granic możliwości. Dwa razy prawie przysnąłem, a biorąc pod uwagę przynależność gatunkową filmu to raczek kiepska rekomendacja. Sama tajemnica nie budzi ani odrobiny zainteresowania i jest raczej drugorzędnej jakości (zresztą, mimo że co chwile się do niej wraca miałem wrażenie, że i znaczenie jej w filmie jest drugorzędne). Ciekawsi są już sami bohaterowie.
 Jakim cudem Mara dostała nominację do Oscara, nie wiem. Owszem, jest niezła, ale takich ról co roku jest kilkanaście, albo i kilkadziesiąt. W montażu nie wszystko mi grało, za to zdjęcia są wyśmienite i grają pierwsze skrzypce, jeżeli mówimy o budowaniu klimatu filmu (bo muzycznie „Dziewczyna” nie robi najmniejszego wrażenia). Zauważyłem tez, że Joely Richardson wypływa na coraz szersze wody, ciekawe czy jeszcze zdąży zrobić karierę. 


Wiem, że seria książek Larssona to swoisty fenomen, ale ten film nie sprawił, że pożałowałem tego, że po nie nie sięgnąłem. Już „Autor widmo” Polańskiego bardziej mi się podobał, a przecież i tamtemu filmowi brakowało wiele do doskonałości.

Moja ocena: 6/10  

poniedziałek, 14 listopada 2011

Przygody TinTina / The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn

[KINO]

Nie, nie nie. Spielberg zmasakrował TinTina. Nie spodziewałem się po nim czegoś więcej niż dobrego film, ale nawet to zostało nam oszczędzone. Zamiast przygód TnTina dostajemy Indianę Jonesa 5 po liftingu w motion capture. A ponieważ jestem antyfanem Indiany, kinowego TinTina oglądałem z lekkim bólem, bowiem kreskówkę o nim w dzieciństwie bardzo lubiłem.

Owszem, dziełu Spielberga nie można zarzucić dopieszczenia grafiki, która miejscami prezentuje się cudownie. Film jest absolutnie znakomicie zmontowany, nie brak w nim również akcji. To ostatnie to jednak nie zaleta. Reżyser onanizuje się słowem akcja serwując nam jedną szarżę za drugą co w drugiej połowie sprawia, że widz zupełnie traci zainteresowanie tym, co dzieje się na ekranie. Akcji jest t tyle, co w pornosie zbliżeń na waginy i penisy.  Pojedynek między głównymi antagonistami na przystani poraża brakiem smaku. Sama intryga schodzi na drugi, a miejscami na trzeci plan, przez co miejscami w ogóle zapominałem o Jednorożcu i jego tajemnicy. Williams powinien przejść na emeryturę, a pisze to z ciężkim sercem. Taką partyturę napisać mógł pierwszy solidny wyrobnik z Hollywood. Film ratuje tempo i humor.

Jeśli pójdę na drugą część do kina, to tylko dlatego, że Jacksona cenię wyżej niż Spielberga i będę ufał, że on zrobi lepszy film. Dla fanów orgiastycznej akcji „Przygody TinTina” będą niezłą pożywką, dla mnie okazały się raczej beznamiętną rozrywką w średnim wydaniu.

Moja ocena: 6-/10