Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Ruffalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Ruffalo. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 stycznia 2012

Dziś 13, jutro 30 / 13 Going On 30 (2004)

[DVD/INNE]

Amerykanie to kochają opowieści o drugich szansach, naprawianiu błędów, przemianie złego w dobre. Kłopot w tym, że opowiadają je we właściwym sobie stylu, charakteryzującym się rozpaczliwym brakiem polotu.  „Dziś 13, jutro 30” ma jeszcze tego pecha, że rok wcześniej w kinach gościł „Zakręcony piątek”, który ma całkiem podobną fabułę. Niestety, dla filmu Winicka, tamta komedia miała w sobie niezłą energię i była autentycznie zabawna, chociaż również miała swoje wady.

„Dziś 13, jutro 30” idzie po najmniejszej linii oporu serwując nam jeden komediowy schemat za drugim. Najgorsze jest to, że twórcy na dobrą sprawę mogliby zrobić z bohaterami wszystko, nawet kazać im oglądać „Przysięgę” 24/7, a i tak niewiele by mnie to obeszło, od początku bowiem wiadomo, że bohaterka dostanie „druga szansę”, a mnie zemdli od jej szczęścia, białej sukni i paskudnego różowego domu. W dodatku trochę przeszkadzało mi to, że film kręcony jest w duchu lat 90. Gdyby jeszcze miał urok niektórych produkcji z tamtego okresu... I jeszcze jedna sprawa. Jennifer Garner. Ona nie jest jakąś koszmarną aktorką, ale mam wrażenie, że na planie nie do końca wie, co zrobić z własnym ciałem. Jest strasznie sztywna, jakby dopiero co zeszła z wybiegu dla modelek.

W filmie jest kilka zabawnych scen, ale to małe zadośćuczynienie za wszystkie wady.  

Moja ocena: 5-/10          

sobota, 16 lipca 2011

Nocna randka / Date Night (2010)

[DVD/INNE]


Szkoda, że „Nocna randka” tak późno się rozkręca. Zanim nastąpiły salwy śmiechu zdążyłem już wyrazić żal, że sięgnąłem po ten film. Do pewnego momentu żarty, w zamyśleniu śmieszne, wywoływały tylko uśmiech politowania, a klimatem film niebezpiecznie zbliżał się do koszmarów typu „Noc w muzeum”. Na szczęście, kiedy machina humoru rusza z kopyta, prawie  do samego końca jest to naprawdę fajna komedia.



Scena z Franco i Kunis, czy zmysłowy taniec erotyczny głównych bohaterów to zdecydowanie najlepsze momenty „Nocnej randki”. Carell i Fey są w stanie unieść film na swoich barkach, z drobną pomocną innych oczywiście, w tym klaty Wahlberga. Fabuła czasem przypominała mi „Prawdziwe kłamstwa” i trochę żałuję, że Levy nie poszedł tym tropem zamiast na siłę wciskać morał o rutynie i zastoju w małżeństwie, który jest wszak tylko pretekstem dla komediowej warstwy filmu. 



Można obejrzeć, jest tu z czego się pośmiać, ale w ogólnym rozrachunku „Nocna randka” nie jest aż tak fajnym filmem, jak podczas niektórych scen się jawi. To niezła rozrywka, ale liczyłem na trochę więcej.

Moja ocena: 6+/10

  

czwartek, 27 stycznia 2011

Wszystko w porządku / The Kids Are All Right (2010)

[DVD/INNE]

Oglądając niektóre sceny z „Wszystko w porządku” powracało do mnie wspomnienie akcji „Make Homosexuals Marry!”, która nawoływała przeciwników małżeństw gejowskich, aby ci nie oszczędzali parom homoseksualnym długiej męki małżeństwa. Niektóre scenki przedstawiające prozę życia głównych bohaterek idealnie nadawałyby się do wykorzystania w owej kampanii – szkoda trochę, że obok aktorstwa, jest to w zasadzie jedyny wartościowy składnik filmu.



Powinienem częściej  ufać intuicji. Jeszcze niedawno bardzo chciałem iść na „Wszystko w porządku” do kina. Całe szczęście, że tego nie zrobiłem. Film Cholodenko to nie pozbawiona przedniego humoru opowieść o tym, jak pasja i miłość w związku ustępują miejsca troskom, frustracji, niespełnieniu. Kiedy dodatkowo jedno z dzieci opuszcza dom, a na horyzoncie pojawia się biologiczny ojciec potomstwa dojdzie do trzęsienia ziemi (a raczej „trzęsionka”).

Gdyby nie znakomita obsada i kilka bardzo dobrych scen „Wszystko w porządku” byłoby kolejnym obrazem z cyklu „okruchy życia”. Bening i Moore naprawdę błyszczą w tym filmie (cieszę się, że Julianne dzięki „Samotnemu mężczyźnie” i właśnie „Wszystko w porządku” wraca do pierwszej ligi), Wasikowskiej zaś w końcu udało się zdobyć moją sympatię (w Burtonowskiej „Alicji” zrobiła na mnie jak najgorsze wrażenie). Mam też nadzieję częściej oglądać na ekranie Josha Hutchersona, którego lubię. 

  
Natomiast Cholodenko popełniła całą masę błędów. Przede wszystkim wplata w scenariusz wątki, które później rozmywają się i giną; Laser i Clay, Joni i Jai, czy pobudzona seksualnie koleżanka Joni – pani Lisa zapomniała chyba, że jeśli coś się zaczyna, należy też to skończyć, zwłaszcza, że każdy z tych wątków miał w sobie spory potencjał. Nawet historia głównych bohaterek trzyma się kupy. Tylko dzięki owym scenkom, która każda z osobna sprawdza się dobrze, złożone w całość sprawiają wrażenie wtórności. Znów mamy bohaterki, które zamiast rozmawiać –mówią, zamiast się wspierać przytłaczają siebie oczekiwaniami, popychając swój związek nad krawędź z pełną świadomością.   

Jedyny wątek, który mnie naprawdę zainteresował, to historia Paula. Facet, który żył z dnia na dzień, kiedy dowiaduje się, że z jego nasienia poczęto dzieci (i kiedy, oczywiście, poznaje swą „latorośl”)zdaje sobie sprawę, że coś stracił i chce to odzyskać.

Z czterech oscarowych nominacji, tylko Bening na swoją zasłużyła. I chociaż z arytmetyki tych nagród to właśnie ona powinna wygrać w tym roku, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobnie jak Kate Winslet dostanie nagrodę „bo już nie można dłużej jej ignorować” niż za naprawdę świetną rolę, bo kiedy takie właśnie grała, Akademia wolała wchodzić w dupę Swank.


Niemniej, gdyby nie aktorzy oceniłbym film znacznie niżej.   

Moja ocena: 7/10