Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Downey Jr.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Downey Jr.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 stycznia 2012

Sherlock Holmes: Gra cieni / Sherlock Holmes: A Game of Shadows (2011)

[KINO]


Bałem się jak diabli iść na nowego „Sherlocka Holmsa”. Nie mogę sobie pozwalać na zbyt częste wypady do kina, staram się więc dość staranie dobierać repertuar. Dało się słyszeć głosy, jakoby kontynuacja była słabsza od części pierwszej, którą uważam za naprawdę dobre kino rozrywkowe. Zatem z bijącym sercem udałem się do CC i bardzo się zdziwiłem. Dla mnie „Gra cieni” nie jest wcale gorszym filmem od części pierwszej. Ba, jest nawet lepszym.

Fakt. Ritchie postawił tym razem na czystą akcję. Rzeczywiście „Gra cieni” nie ma tylu soczystych momentów co część pierwsza. Około-homoerotyczne napięcie między głównymi bohaterami też (prawie) gdzieś uleciało. W kategoriach kina rozrywkowego jednak dla mnie ta część to krok w przód. Fabuła pierwszej części była moi zdaniem nieco zbyt naiwna, a Strong jako czarny charakter tak już mi się opatrzył, że nie robi na mojej osobie zbyt wielkiego wrażenia. „Gra cieni” jest prostsza, ale i bardziej spójna pod względem fabuły, przez co wygodniej można usadowić się w fotelu. Harris jako prof. James Moriarty na pierwszy rzut oka nie ma w sobie nic demonicznego, szybko jednak można uwierzyć, ze to prawdziwy geniusz zła, głównie dzięki bardzo dobrej kreacji aktora. Do tego „Gra cieni” jest niesamowicie zabawna i ma fantastyczne tempo. Technicznie film trzyma poziom (chociaż trochę męczyły mnie te wszystkie ozdobniki) zabrakło mi jedynie bardziej wyrazistej muzyki (no ale Zimmer od dawna rozmienia się na drobne, eh). Fajnie, że „Gra cieni” nie kończy się jakąś porażająco-widowiskową sekwencją. Świetnym pomysłem było też dodanie postaci Mycrofta Holmesa^^
 
Poprzeczka po pierwszej części była zawieszona wysoko, ale „Gra cieni” sobie z tym poradziła. Dostaliśmy film zabawny, pełen witalności, podany w nieco innym sosie niż część pierwsza, ale jak dla mnie równie smacznym. Spielberg powinien iść na ten film do kina 10 razy  zobaczyć, jak dziś powinno kręcić się kino rozrywkowe zanim zaserwuje nam kolejny pasztet w stylu „Przygód Tin Tina”.

Moja ocena: 8/10     

PS. Podejrzewam, że scenarzyści i tak znajdą sposób, aby przywrócić Irene Adler do żywych w części trzeciej. Twórcy mogli też sobie darować ten motyw z szachami, który byłby może atrakcyjny ze 30 lat temu. 

piątek, 2 września 2011

Iron Man 2 (2010)

[DVD/INNE]


Złota zasada sequeli brzmi „więcej, mocniej, drożej… i bardziej głupio”. O dziwo, druga odsłona przygód Tony’ego Starka nie realizuje tego ostatniego. Jest więc rozpierducha na całego, ale w cale nie najgorszym stylu.



„Iron man 2” jest o klasę lepszym filmem niż jego poprzednik. Mamy zdecydowanie więcej scen akcji, a na jej spory niedobór cierpiała część pierwsza. Jest też zdecydowanie więcej humoru, niektóre dialogi wyszły twórcom nawet nieźle. Efekty specjalne może nie są tak z głową wykorzystywane, jak w poprzedniej odsłonie, ale przecież popcornowy tłum musiał dostać też coś dla siebie. Nie wiem jak  Scarlett Johansson to robi, ale mimo że na ekranach kina gości już kilka lat, to wciąż bije rekordy seksowności (chociaż fajnie by było, gdyby znów zagrała w czymś na miarę „Dziewczyny z perłą).    



To, co mnie najbardziej męczyło, to powtarzanie schematów: zemsty, Ruscy kontra my (znaczy Amerykanie:P), ojca i syna w trudnych relacjach. Mickey Rourke jako czarny charakter jest trochę bez wyrazu. Trudno mi to pisać, ale chyba przejadł mi się też Robert Downey Jr. Owszem, chłop ma talent, w roli Tony’ego jest wręcz niezastąpiony, jednak jego mordka robi się już nieco nurząca. Natomiast Samuela L. Jacksona nie potrafię traktować inaczej niż jako element scenografii.



Podsumowując, seria o Tony’m to przyzwoita rozrywka, jedna z mniej durnych serii jakimi raczy nas obecnie letnie kino. Druga odsłona jest lepsza od pierwszej, ciekawe jak twórcy poradzą sobie z trzecią.

Moja ocena: 6/10

piątek, 24 czerwca 2011

Iron man (2008)

[DVD/INNE] 

Hmm, życie Tony’ego Starka jest w pewnym stopniu imponujące. Po pewnych kosmetycznych modyfikacjach sam chętnie bym, chociaż na pewien czas, wskoczył w jego skórę. Na dłuższą metę jego styl okazałby się zapewne męczący. I tak jest z tym filmem.




Jak na kino akcji, „Iron man” okazuje się filmem cierpiącym na jej niedobór. Tak naprawdę mamy tu dwie porządne (podkreślam „porządne”) sekwencje akcji i tyle. Na 126 minut projekcji to zdecydowanie za mało. Humoru też jak na lekarstwo. Fabuła, nawet jak na ekranizację komiksu, miejscami poraża głupotą.  Plusem za to z całą pewnością jest umiar w wykorzystywaniu efektów specjalnych, nie jesteśmy zasypywani kolejnymi bezmózgimi, super drogimi sekwencjami (jak to było w „Transformerach 2”) i po zakończeniu seansu nie grozi nam ból głowy. Robert Downey Jr. doskonale zna się na swojej robocie i w tego typu filmach sprawdza się pierwszorzędnie. Cieszę się też, że rola Pepper przypadła właśnie Paltrow, dzięki czemu Ameryka sobie o niej przypomniała (później było jeszcze „Glee”, ale akurat występ w tym serialu nie jest czymś, z czego powinna być dumna:P), a Gwyneth, mimo wszystkich swoich ograniczeń, potrafi zagrać koncertowo (jak w „Dowodzie”), dlatego mam nadzieję, że główna rola żeńska w superprodukcji zaowocuje ciekawymi propozycjami.



Jako letnie kino „Iron man” nie ma do zaoferowania zbyt wiele, ma swoje wzloty i upadli – w obu przypadkach na przeciętną skalę. Da się to obejrzeć, ale czemu widzowie tak tłumnie pędzili na to do kina? Podejrzewam, że za tydzień nie będę o „Iron manie” pamiętał.

Moja ocena: 6-/10