Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meryl Streep. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meryl Streep. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 lutego 2012

Żelazna dama / The Iron Lady (2011)

[DVD/INNE]


„Żelazna dama” to jeden z tych filmów, które powstały po to, aby kos dostał Oscara. W tym przypadku chodzi o Meryl Streep, której trzecia statuetka bezsprzecznie się należy. Szkoda tylko, że w tej pogoni za nagroda sam film został potraktowany pretekstowo. Lloyd siląc się na oryginalność formy stworzyła dzieło, które jest bezkształtnym bohomazem, bardzo meczącym. Chyba już wolę szablonowe, przeciętne biografie niż takie – wypływające z potrzeby oryginalności – filmowe zakalce. Ponadto, zdjęcia i montaż miejscami wyglądają na tworzone pod wpływem. Zwłaszcza zbliżenia są nadużywane i wykorzystywane w miejscach najmniej do tego pasujących. Fabuła filmu ma poziom znacznie niższy niż artykuły z wikipedii. Jedyne, co ratuje ten film przed upadkiem, to właśnie Meryl. Jest wspaniała, jak zwykle zresztą. Ta rola to potwierdzenia jej talentu niemalże w całej jego rozciągłości i mam gorąca nadzieję, że statuetka w końcu do niej powędruje. Szkoda tylko, że jej talent jest klejem spajającym istnie śmietnikowe elementy (no, może poza muzyką). Film to bowiem niedobry, będący naprawdę kiepską wariacją o życiu pani premier.

Moja ocena: 4/10

poniedziałek, 19 września 2011

Julie i Julia / Julie & Julia (2009)

[DVD/INNE]


„Julie & Julia” to ciepły film, w którym relacje idolka-fanka ukazane zostały z różnych perspektyw. Ephron pokazuje, jak impuls spowodowany zachwytem na kimś, jego życiem może skłonić nas samych do zmian w swoim własnym świecie. I to ten impuls motywacyjny wydaje się być ważniejszy, niż to, jak ma się nasze wyobrażenie o ubóstwianych osobach w odniesieniu do rzeczywistości.  Sama droga ku zmianom też nie jest usłana różami, trzeba więc zakasać rękami i… piec.
Ephron stworzyła film ciepły, sympatyczny, dający się lubić. Nie do końca poradziła sobie natomiast z dwiema równorzędnymi opowieściami. Zdarza jej się nużyć i dwie godziny trochę dają się we znaki. Meryl Streep jest jak zwykle cudowna (i po raz kolejny udowadnia, jak wspaniale gra głosem), Amy Adams zdarzało się grać już lepsze role, ale i tak jest dobra. „Julie&Julia” to ciekawa opcja na długi jesienny wieczór, aczkolwiek niczym nie zaskakuje.
Moja ocena: 6/10 

sobota, 10 września 2011

To skomplikowane / It's Complicated (2009)

[DVD/INNE]



Nie przepadam szczególnie za Meyers, ale trzeba przyznać że w swojej lidze robi całkiem znośne filmy. „To skomplikowane” trochę zawyża poziom jej ostatnich dokonań, sporo jednak można temu filmowi zarzucić.

Najpierw jednak o pozytywach. Zdecydowanie duet Streep-Baldwin ma w sobie sporo energii i oglądało mi się ich lepiej niż taką Portman i Kutchera w „Sex Story”. Marylka starzeje się bardzo ładnie (ciekawe, czy wzorem swojej bohaterki unika operacji plastycznych) i udowodniła po raz kolejny swój talent komediowy.  John Krasinski ma świetny głos (z powodzeniem mógłby nagrywać audio booki) i ze swoją twarzą labradora bardzo pasuje to ciepłych opowieści, szkoda że nie miał nieco bardziej rozbudowanej roli. W filmie naprawdę jest się z czego pośmiać, a trzeba przyznać, że ostatnio komedie romantyczne są bardziej romantyczne niż komediowe, a i romantyczność w nich nie jest najwyższych lotów. Na tym polu twórcy obronili się.

Film jest jednak o dobre 20-30 minut za długi i pod koniec straciłem zainteresowanie tym, co widziałem na ekranie.  Ponadto, postać Adama jest w filmie jakby wciśnięta na siłę, reżyserka niezbyt poradziła sobie z umiejscowieniem go w fabule. Muszę też przyznać, ze kiedy już wyśmiałem się z dowcipów, było mi trochę żal bohaterów, tego, ile czasu potrzebują, aby dojrzeć, zdać sobie sprawę z własnych pragnień. Pewnie właśnie tak wygląda dziś w pewnej części amerykańskie pokolenie 50+, taka socjalna analiza jego zachowań nie napawa optymizmem (z drugiej strony: "lepiej późno, niż później"). 

Jeśli ktoś szuka fajnej, zabawnej i niegłupiej komedii romantycznej „To skomplikowane” wydaje się oczywistym wyborem. Pamiętajcie, (przynajmniej w Stanach)prawdziwe życie (czasem) zaczyna się po 50.   



Moja ocena: 6/10

wtorek, 23 sierpnia 2011

Co się wydarzyło w Madison County / The Bridges of Madison County (1995)

[DVD/INNE]


Eastwood postanowił zmierzyć się z jednym z najbardziej wyświechtanych tematów, zarówno literatury, jak i filmu i o dziwo wyszedł mu jeden z lepszych filmów w karierze.



Pod względem fabularnym „Co się wydarzyło…” jest filmem trywialnym. Mimo to przedstawiona przez Clinta opowieść ma w sobie i potrzebne emocje i niezbędne wyczucie. Obraz ma w sobie pewną autentyczność , potrafi wzruszyć. Ja mimo wszystko Francescę podziwiam, jej decyzja wymagała ogromu siły i odwagi. Kiedy pewien fotograf na nowo wzbudza w niej pasję życia, przypomina jej o marzeniach, które bezpowrotnie utraciła i o szczęściu, które się jej należało (jak każdemu z nas), ale które rozpuściło się w codzienności. Robert ofiaruje jej to wszystko, co wydawało się stracone, na tacy swoich dłoni. Bardzo kusząca propozycja. W sumie nikt nie powinien mieć do niej pretensji, gdyby skorzystała. Każdy powinien walczyć o samego siebie; zwłaszcza jeśli tę najważniejszą dla siebie osobę poznajemy, gdy pierwszą młodość mamy już za sobą. Nawet gdy wiążą nas pewne obietnice i powinności. Bohaterka Meryl Streep ma jednak rację. Pójście za głosem serca paradoksalnie mogłoby zatruć tę miłość. Pojawiłyby się żal, wzajemne obwinianie się. W tym obrazie wyjątkowo na polu walki między miłością, a rozsądkiem obie te wartość wygrywają; nawet jeśli dla przeciętnego widza zakończenie będzie niesatysfakcjonujące. Francesca ma na tyle siły, aby nie ranić męża, dla którego taki cios mógłby okazać się za silny i aby nie opuścić dzieci, które mimo że nie są już dziećmi, to jeszcze nie raz potrzebować będą matczynej rady i opieki, a przede wszystkim prawdopodobnie nigdy nie zrozumiałby matki i jej decyzji. Jednocześnie uczucie między nią i Robertem wytrzymuje próbę czasu i rozłąkę. Chociaż skazują się zapewne na wieczne „a co, gdybym wtedy z nim odjechała / a co, gdyby wtedy nie zrezygnowała.

Może się starzeję, ale i bohaterowie filmu byli mi wyjątkowo bliscy, i w samą historię bez trudu mogłem się wczuć.  Meryl Streep zagrała lepiej niż się spodziewałem, a w jej wypadku to nie byle jaka pochwała. Razem z Eastwoodem tworzą parę ciekawą i prawdziwą.



Film ma jednak dwie zasadnicze wady: przede wszystkim długość (135 minut to w tym wypadku o jakieś 25 za dużo) oraz to, że miejscami robi się zbyt „amerykańskomelodramatyczny”, czego najlepszym przykładem jest scena w deszczu. Do pewnego momentu to jedna z najlepszych, a z pewnością najbardziej emocjonujących scen w filmie, ale Eastwood psuje ją w chwili, kiedy Robert wiesza sobie na lusterku medalik Francesci. Na kilometr naiwnością smierdzi też to, jak dzieci pod wpływem pamiętni8ka matki nagle robią porządki w swoim życiu – na jak długo (?) pragnie spytać nieco mniej naiwny widz



Może to narzekania marudnego Ovika, ale trochę mi to przeszkadzało.  Nie zmienia to faktu, że „Co się wydarzyło…” to naprawdę bardzo dobry film. Nie trudno uwierzyć w taką historię, nie trudno zżyć się z bohaterami. Nie trudno odnaleźć w tym obrazie kawałek siebie – swojej historii, swoich lęków, swoich pragnień. 

Moja ocena: 8/10