Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johnny Depp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johnny Depp. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2012

Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach (2011)

[DVD/INNE]


Dla mnie „Piraci z Karaibów” skończyli się na „Kill’em all” phfy..., to znaczy na „Klątwie Czarnej Perły”. Druga część sagi to jeden z najgorszych filmów przygodowych, jakie w całym swoim życiu widziałem. Trzecią część była już o niebo lepsza, ale wciąż pozostawiała wiele do życzenia. „Na nieznanych wodach” o dziwo oglądało mi się całkiem nieźle. Przede wszystkim Marshall nie nudzi tak jak Verbinski. Ok, wypełnia film przygłupi akcją, która senasu nie ma za grosz, ale przynajmniej nie sprowadza filmu na zupełne mielizny durnoty, jak bywało w przypadku dwóch poprzednich filmów. Cruz ze swoim tanim akcentem była do przełknięcia,  Sam Claflin próbował wypełnić swoją twarzą i torsem miejsce po Bloomie, udało mu się połowicznie. Tak naprawdę jego bohater jest zupełnie zbędny. Technicznie film trzyma poziom, szkoda tylko, że Zimmer nie pokusił się o wyrazistszą ścieżkę dźwiękową, która muzycznie zdefiniowałaby początek nowe trylogii (?). Ogólnie da się przeżyć ten seans. „Na nieznanych wodach” to film znacznie lepszy niż się spodziewałem, co nie oznacza jednak, że to film dobry.      

Moja ocena: 5/10 

PS. szkoda też, że na siłę znów wepchnięto postać Barbossy. Rush jest zbyt dobym aktorem, aby robić za tło.    

wtorek, 30 sierpnia 2011

Parnassus / The Imaginarium of Doctor Parnassus (2009)

[DVD/INNE]




Oh, dear. Po „Parnassusa” nie powinienem był w ogóle sięgać. Raz, że Gilliama nigdy nie ceniłem, dwa, moi znajomi, którzy widzieli film w kinie wydali mu jednoznacznie negatywną opinię. Trochę usprawiedliwiałem ją tym, że filmom Gilliama nie po drodze z produktom z fabryki snów i może nie każdy zdołał się „przestawić” na odbiór kina trochę odbiegającego od głównego nurtu. Nic bardziej mylnego.



Kardynalnym błędem „Parnassusa” jest to, że Gilliam całkowicie poległ jako reżyser. Film ma zbyt płynną konstrukcję, zbyt niewyraźne podziały między kolejnymi częściami. Obraz rozkręca się w nieskończoność niczym pociąg, któremu kończy się zapas węgla. Brak tu wyraźnego środka, brak punktu kulminacyjnego przez co film jest niebywale rozlazły i męczący. Ponadto, Gilliam zupełnie nie wykorzystał potencjału postaci szatana i Parnassusa. Diabeł jest w filmie znakomicie  przedstawiony. Nie jest tu mistrzem zła, demonem, a bardziej sztukmistrzem i hazardmistrzem. Nadal jest kusicielem, jednak to nie ludzka dusza go interesuj; on aktywizuje do gry, działania, kpi z ludzi, ale też bardzo ich potrzebuje. Parnassus natomiast jest bardzo niejednoznaczną postacią. Uzależniony od gier szatana nie jest zdolny oprzeć się nałogowi gry i zakładów, im wyższa jest stawka, tym bardziej nęcąca jest dla niego gra, nawet jeśli sam przed sobą się do tego nie przyznaje. Ich wzajemne scieranie się pod płaszczem niechęci jest fascynujące.  I gdyby na tym skupił się film, dałoby się go uratować. 



Natomiast wprowadzenie postaci Tony’ego  rozkłada go na łopatki. Z całym szacunkiem dla Ledgera, ale tu wypadł zupełnie nijako, a jego „przyjaciele” w osobach Lawa, Farrella i Deppa wcale nie spisali się lepiej. Depp powinien wziąć się za uczciwą aktorską pracę, bo jeśli nadal będzie błaźnił się w „Piratach”, to stracę do niego resztki szacunku. Z drugiej strony, nawet gdyby ktoś wybitnie odegrał postać Tony’ego to i tak nie zmieniłoby to mojego przeczucia, że jest to postać całkowicie zbędna. Całe szczęście, że Gilliam zatrudnił Lily Cole, ona bowiem zagrała naprawdę dobrze (tego, że Plummer mi się podobał pisać nie trzeba).



Nie starczyło mi już sił na przytłaczającą oprawę graficzną. Film oglądałem zresztą w towarzystwie dwóch innych osób i wyznania typu „wyłącz to gówno”, „lubiłam wcześniejsze filmych Gilliama, ale to jest kompletną porażką” oddawały też część moich odczuć. Za stary jestem, aby mydlić mi oczy ciekawą wizją, kiedy ona jest pusta. Na Boga, „Avatar” wizualnie podobał mi się bardziej (chociaż nie przeczę, że Oscar za scenografię "Parnassusowi" bardziej się należał), a Cameron przynajmniej potrafi trzymać w napięciu przez 3 godziny, mimo że i tak każdy wie, że jego wyprawa na Pandorę skończy się happy-endem. 

Moja ocena: 5-/10

wtorek, 9 sierpnia 2011

Rango (2011)

[DVD/INNE]

Gore Verbinski strzelił w dziesiątkę decydując się na realizację „Ranga”. Raz, że zrobił najlepszy film w swojej dotychczasowej karierze, dwa zatarł nieprzyjemny posmak po 2. i 3. części „Piratów z Karaibów”, trzy zrobił jedną z najlepszych animacji roku.



„Rango” mimo że zaczyna się leniwie i mało „bajkowo”, w pewnym momencie przeradza się w rozrywkę na najwyższym poziomie. Nawet trudno opisać klimat   rodem z najlepszych westernów, jaki Verbinskiemu udało się stworzyć; co chwile widz natrafia na jakiś niesamowity detal. Animacja jest zabawna, ale nie zamienia się w błazenadę. Postaci, chociaż bazują na schematach, są ciekawe i nie sposób ich nie polubić. Sceny akcji trzymają w napięciu. Jeśli mam być szczery, to „Rango” oglądało mi się o wiele lepiej niż większość letnich hitów.  Johnny Depp ma spory talent do podkładania głosów; ostatnio zdecydowanie wolę go słuchać niż oglądać.



Nawet jeśli miejscami „Rango” nie jest animacją, którą poleciłbym najmłodszym widzom, to nie będę krył, że przez 75% czasu bawiłem się pierwszorzędnie. Nie przepadam za westernami, ale tym razem  Verbinskiemu i spółce udało się tchnąć w obraz tyle życia , że skapitulowałem.   

 Moja ocena: 8/10